Ludziom wydaje się, że motywacja to
motywacja. Jest dobra, jeśli czujesz się zmobilizowany, albo zła,
jeśli nie dostajesz tego „kopa”. A to tak jakby powiedzieć, że
dobre jedzenie to takie, po którym czujesz się najedzony i masz
dobre samopoczucie. Tak samo materiały pod hasłem „motywacja”
mogą być snickersem dla Twojego organizmu lub zupą warzywną.
Osoby, które już sobie to uświadomiły stoją przed problemem jak
odróżnić jedno od drugiego. A niektórzy w ogóle negują sens
korzystania z materiałów motywacyjnych.
A wszystko to za sprawą dość kontrowersyjnego filmiku
umieszczonego na You Tube „Jesteś Zwycięzcą”
http://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E.
Filmik zdobył ogromną popularność (ponad 2 mln 700 tys odsłon),
ale jednocześnie został zalany ogromną falą krytyki. To z kolei
padło cieniem na cały „motywacyjny biznes”.
Czy zatem warto oglądać takie filmiki? Oczywiście, że nie.
Chyba, że akurat masz masę wolnego czasu i po prostu nie wiesz co z
nim zrobić.
Nie warto oglądać filmików typu „jesteś zwycięzcą”.Wystarczy
wpisać słowo „motywacja”, aby wyskoczyło nam co najmniej
kilkaset propozycji. Większość z nich to totalne szmiry. Nie dość,
że do niczego nie motywują, nie wnoszą żadnej nowej jakości, to
wręcz robią nam wodę z mózgu. Nie oznacza to jednak, że skoro
99% filmików jest do bani, to nie można znaleźć nic ciekawego.
Można, tylko czy masz czas i cierpliwość na przebijanie się przez
milion bezsensownych propozycji, aby dotrzeć do tej jednej, szalenie
ciekawej? A taką według mnie są nagrania np. Jacka
Walkiewicza
Jeszcze inna kwestia to płyty motywacyjne. Osobiście przesłuchałam
takich kilka i w zasadzie każda, pod różnymi względami przypadła
mi do gustu. Zdecydowanie nie były to nagrania, które na siłę
próbowały mnie pozytywnie „nakręcić”. Raczej w przystępny
sposób wyjaśniały i podpowiadały co zrobić, w różnych
sytuacjach, jak wykorzystać prawo dla własnych potrzeb, itd. I
owszem była to książka motywacyjna, nie żaden „praktyczny
poradnik luk prawnych”.
A więc można znaleźć coś ciekawego i wartego uwagi.
Jednak fakt, że na You Tubie ciężko znaleźć coś wartościowego
nie znaczy, że mamy przekreślać całe zagadnienie motywacji.
Pytanie brzmi: jak odróżnić motywacyjnego snickersa od zupy
warzywnej? To kwestia indywidualna. Trzeba zapytać samego siebie:
czego oczekuję od tej książki? Od filmu? Jeśli „motywator”
dotrze do Twoich potrzeb nigdy nie będzie snickersem (oczywiście
jeśli uświadamiasz sobie czego naprawdę potrzebujesz. Ale o tym
innym razem.). Kolejne pytanie: gdzie szukać?
Po co ja czytam książki motywacyjne? Nie, nie dlatego, żeby
przypomnieć sobie, że „jestem zwycięzcą”. Potrzebuję jednak
od czasu do czasu, takiego prawdziwego kopa do działania. I część
z tych książek po prostu daje mi to. Oczywiście najważniejsze aby
wybrać odpowiedniego autora i odpowiedni tytuł. Osobiście cenię
Stephena Covey, którego każda książka jest dla mnie lekturą
obowiązkową. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać
się z książką „7 nawyków skutecznego działania”, serdecznie
polecam.
Podsumowując, zdecydowanie nie polecam marnować czasu na czytanie i
oglądanie wszystkiego, co wpadnie nam w ręce, tylko zadać sobie
pytanie „Czego potrzebuję? Czego oczekuję?”W następnym
artykule opiszemy polecane przez nas książki oraz filmy motywacyjne
i zaproponujemy Wam nasze ulubione pozycje w ramach odpowiedzi na
pytanie „gdzie szukać”. Gorąco zachęcamy do wpisywania się w
komentarzach po przeczytaniu/obejrzeniu któregoś z nich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz